Przejdź do głównej zawartości

Posty

A Refusal to Mourn the Death

Jest około 9:30. Stoję na ulicy. W oddali słychać już syreny. Sąsiadka z naprzeciwka podchodzi pod bramę, żeby zapytać się czy to do nas. Kiwam głową. Przyjeżdża karetka. Wysiada dwóch gości i jedna babka. Biegną na miejsce przez błoto i kiedy dobiegają, od razu stwierdzają, że nie było po co się spieszyć. Tak jak myślałam, ale Siostra Sandra i tak próbowała reanimować go do samego końca. Jedna przez drugą opowiadamy, że Wujek Mariusz lubił wypić, że wczoraj od rana balował i że nie wrócił na wieczór do domu. Wydają się bardziej zainteresowani mną i Siostrą Sandrą niż trupem. Rozglądają się wokół i rejestrują tę Polish Gothic scenerię: ceglana stodoła, azbest, zagracone podwórko, zabytkowa sławojka, której jakoś do tej pory jeszcze nie rozebrano. Pies Misiek plącze się nam pod nogami.  Same mieszkamy w tym domu? Wujek mieszkał z nami? Wydają się zaskoczeni i zaniepokojeni, przynajmniej tak odczytuję te uniesione brwi nad maseczkami. Może nawet poczułabym się upokorzona (ang. mort...

Rok Alkoholizmu Pańskiego

    – Coś miałam powiedzieć i zapomniałam... – Ajajaj... – A! Że z kawą trzeba przystopować. Oglądałam jakiś filmik na Jutubie, że kofeina znacznie dłużej się rozpada niż przyjęło się o tym popularnie mówić. Więc jak wypijesz ostatnią kawę o 18:00, to po czterech godzinach nadal będziesz miała te 50% kofeiny w organizmie. Dlatego lepiej jest pić ostatnią kawę tak o 14:00, jeśli chodzisz normalnie spać. Ja chodzę spać o 3:00, więc mogę sobie pozwolić na picie kawy wieczorem .  Oczywiście nie wiedziałam, czy nie plecę głupot, bo nie pamiętałam już danych z tamtego filmiku. Nieważne.   – No ale ogólnie to przez to człowiek budzi się rano zmęczony, właśnie przez tę kofeinę, którą wydalasz w ciągu nocy. Organizm nie może się wtedy prawidłowo zregenerować i nie masz później energii. To nie jest tak, że nie możesz w nocy spać od kawy czy coś, tylko właśnie czujesz się następnego dnia zmęczona. I tak samo jest z jedzeniem późno w nocy. Niby ostatnio nie piję dużo kaw...

Overthinking

  Chciałam kiedyś założyć oddzielne konto na Instagramie na zdjęcia budownictwa drewnianego: "Chatka Polska", "Chatka Porn", "Ciemnogród Vibe", coś w tym stylu. Ludzie mogliby też nadsyłać zdjęcia chatek ze swoich okolic. Zrodziłby się z tego projekt upamiętniający dziejącą się tu i teraz transformację polskiej wsi. Ale po dłuższym zastanowieniu się, zaczęło mi w tym projekcie dużo zgrzytać od strony intelektualnej: Czy ja ze swoim dyletanckim podejściem do wszystkiego, za co się chwytam, jestem odpowiednim człowiekiem do stawiania siebie w roli kronikarki? Czy może przemawia teraz  przeze mnie moja niska samoocena, która powstrzymuje mnie od działania? Czy ja jako ktoś wyalienowany z wiejskiej społeczności mogę z czystym sumieniem cykać te swoje fotki? Wszak teraz jestem tak naprawdę kimś z zewnątrz (nawet jeśli tu mieszkam cały czas); kimś, kto poddaje wieś swojemu spojrzeniu, selekcjonuje obrazki, ocenia, co jest malownicze, a co nie, itd. To nie jest n...

Aporia

Powrót na studia po urlopie to przykre zderzenie z rzeczywistością. Nie takie na krew i bebechy na asfalcie, tylko takie żałosne jebut pod supermarketem przez moment nieuwagi, bo cośtam zasłaniało widok. Komuś zarysowałaś, tobie wgnieciono, ale jesteście dla siebie miłe i kordialnie zażegnujecie kryzys, byle tylko móc już jechać dalej w świętym spokoju.  Powrót na studia po urlopie to czytanie w dużych ilościach, tego, czego nie chcesz, ale teraz już musisz. Nie masz wyboru, bo inni napisali już pierwsze rozdziały prac magisterskich, a ty dopiero wychodzisz z limbo. Przebijasz się więc panicznie przez arcy-akademickie, przeładowane artykuły polskich humanistek. Dwadzieścia stron, a czyta się je pół dnia.  Najgorsze jest słowo aporia . Kojarzysz je skądś oczywiście, chyba z wykładu sprzed dwóch lat, ale już nie pamiętasz dokładnie o co chodzi. Nie sprawdzasz znaczenia, bo ci się nie chce i nie jest ci to do niczego potrzebne.  Sprawdzasz dopiero, kiedy aporia wraca, bo m...

Pociągająca nieskłonność do ustępstw – "Fen" Daisy Johnson

Ileż można z tymi powieściami? Opowiadania będą tym razem. I to jakie. A tak poza tym, to sobie wrócimy do baśniowej krainy The Fens w Wielkiej Brytanii. Byliśmy tam w czerwcu . Na moim literaturoznawczym kierunku przyzwyczaiłam się do tego, że za opowiadania chwyta się, kiedy prowadząca wie, że nie zmusi studentek do przeczytania czegoś dłuższego. Opieranie listy lektur na opowiadaniach zwiększa szanse na to, że studentki przyjdą na zajęcia przygotowane i że będzie można jakoś z nimi pracować. Taka jest prawda.  (Mind you, nie chcę krytykować. Sama pierwsze lata studiów przechodziłam w jakimś stuporze, przez co przez większość czasu nie ogarniałam co się dzieje. A nie musiałam żonglować między dwoma kierunkami albo między jednym kierunkiem a pracą).  W każdym razie stąd bierze się mój nieco pobłażliwy stosunek do krótkiej formy. Zdarzają się świetne opowiadania, po których widać, że krótka forma jest dla nich idealna – wtedy treść gości się w niej jak kitku w najbardziej ergo...

Motylki i poszerzanie bańki – "Flight Behavior" Barbary Kingsolver

NG znowu będzie wyznawała grzechy, hurra!  Otóż podchodzę do książek (i do innych rzeczy) z góry wyrobioną opinią i bogatym zestawem uprzedzeń. Jeśli zdarzy mi się już przeczytać coś, co wychodzi poza moją czytelniczą strefę komfortu, to znaczy, że musiałam się przełamać – a to chyba nie powinno tak wyglądać, nie? Powinno się wychodzić z pozycji jakiejśtam otwartości umysłowej. Innymi słowy, jestem dość konserwatywna w swoich wyborach. I snobistyczna – najchętniej czytałabym samych klasyków i laureatów prestiżowych nagród literackich. Jednak na swojej wciąż edytowanej liście lektur do pracy magisterskiej mam kilka pozycji, które wymagają ode mnie w jakimś stopniu przełamania się z konieczności. Książki mają być anglojęzycznymi powieściami tematycznie skoncentrowanymi na środowisku i ekologii, a ponieważ nie ma ich wiele, to reszta kryteriów jest nieistotna – nie można stosować zbyt wielu filtrów w wyszukiwarce, jeśli nie ma za bardzo czego odfiltrowywać. Stąd np. wybór The Carbon...

Niewygodny privelege check – "The Ministry of Utmost Happiness" Arundhati Roy

Poluzowanie restrykcji sanitarnych i spowszednienie tematu koronawirusa doprowadziło do tego, że ludzie znowu zaczęli podróżować jak pojebani. Moim zdaniem podróżowanie jest nie tylko przereklamowane, ale też, co najważniejsze, szkodliwe dla środowiska, toteż wyrażam czasami publicznie swoją niechęć do takiego lajfstajlu. Z branżą turystyczną i jej propagandą nie wygram, ale narzucony przez nią dyskurs można by było nadszarpnąć poprzez kreowanie odwrotnych trendów – takich jak siedzenie na dupie albo chodzenie na spacery, afirmowanie lokalności. Wrzuciłam więc na Instagrama Kuli tego oto posta:  Wyświetl ten post na Instagramie. Czytane jest "Ministerstwo niezrównanego szczęścia" Arundhati Roy, a że akcja powieści toczy się w Nowym Delhi, to oglądane są również zdjęcia ze starego albumu o Indiach (zdobytego na pchlim targu kiedyśtam). Tego typu #podróż wystarcza mi w zupełności. Nie odczuwam najmniejszej potrzeby by tam jechać (czy lecieć) i zobaczyć wszyst...

Cichy eko-terroryzm – recenzja "Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olgi Tokarczuk

Pierwsza powieść Olgi Tokarczuk za mną. Przyznaję, że po przeczytaniu ostrego pojazdu po naszej Noblistce na łamach Praktyki Teoretycznej nie byłam nastawiona wobec niej zbyt przychylnie (najpierw czytam krytykę, a dopiero później zapoznaję się z twórczością krytykowanej – wiem, wiem… mea culpa). Ogólnie dostaje się jej od Pawła Kaczmarskiego i Łukasza Żurka za oderwanie od rzeczywistości, a szczególnie za przemilczanie politycznego wymiaru obecnego kryzysu epidemiologicznego. Tokarczuk zdejmuje z systemu, w którym żyjemy, niewygodną odpowiedzialność za eskalację światowego kryzysu i przerzuca ją na jakiś wydumany poziom metafizyczny, gdzie jesteśmy co najwyżej przez coś „testowani”. W Prowadź swój pług przez kości umarłych brzydkie słowo na „K” również nie pada ani razu, o ile dobrze pamiętam, jakby narratorka nie rozpoznawała lub nie chciała rozpoznać kapitalistycznych mechanizmów, stojących za wszystkimi problemami, które porusza. Uprzedmiotowienie zwierząt, instrumentalne tra...